czwartek, 21 kwietnia 2016

Jak zatrzymać w pamięci najpiękniejsze chwile

Wielkimi krokami zbliżamy się do urodzin naszej córeczki. Prawie rok minął od jej narodzin. Niesamowite! Czas nam tak szybko zleciał. Chcielibyśmy zatrzymać w pamięci każdą minutę z życia naszego dziecka, aby zachować je na pamiątkę. Wiadomo jednak, że pamięć ma ograniczoną pojemność, a nasze życie jest długie. Należy więc, zrobić coś, aby w inny sposób zachować najwspanialsze momenty i do nich wracać. 
Ten post jest dedykowany takim sentymentalnym rodzicom jakimi jesteśmy my. 

Mamy kilka sposobów, pomagających zatrzymać piękne chwile w pamięci.


1. ZDJĘCIA




W dzisiejszych czasach to nie problem cyknąć fotkę. Mamy telefony z aparatem, które zawsze są pod ręką. Założę się, że tak jak i ja macie mnóstwo zdjęć swoich pociech. 
Kiedyś, jak ja byłam mała, nie było takich możliwości. Był aparat, klisza, z określoną ilością zdjęć i brak podglądu. Jednak trochę albumów z dzieciństwa się nazbierało. Niektóre rozmazane, źle wykadrowane, ale każde niesie ze sobą swoją historię i to jest piękne. 
Uwielbiam oglądać swoje zdjęcia, właśnie w takiej formie. Chcę, żeby moje dziecko również miało taką możliwość. Mamy więc albumy i co jakiś czas wywołujemy najpiękniejsze zdjęcia.


2. ALBUM MOJEGO DZIECKA



Super sprawa. W naszym wydaniu jest mnóstwo ciekawych rubryk do wypełnienia. 

  • Ulubione zabawy, powody płaczu i śmiechu.
  • Jak spędzam dzień mając 3, 6, 12 miesięcy.
  • Wizyty u lekarza.
  • Schemat kiedy wyszły mi ząbki.
  • Drzewo genealogiczne, z miejscami na zdjęcia.
  • Co było na topie, gdy się urodziłam (książki, muzyka), jakie były ceny w sklepach.
  • Wzrost i waga w określonym miesiącu.
  • Moja pierwsza uroczystość.
  • Moje pierwsze urodziny.
  • Pierwsze wakacje. 
  • Kiedy zrobiłam coś pierwszy raz.
  • Miejsce na odcisk dłoni i stopy.
  • Kopertka do włożenia kosmyka włosów.
  • Wyznaczone miejsca na wklejenie zdjęć. 

Pewnie jeszcze wiele innych rzeczy, które pominęłam. Uwielbiam uzupełniać ten album!


3. PIERWSZY ROCZEK




Ten dziennik dostałam w prezencie. Od razu, gdy go zobaczyłam, wiedziałam, że będę zapisywać codziennie wydarzenia związane z moją córeczką. 
Jest to wydane w formie kalendarza z miejscem do notatek. Każdego dnia można napisać kilka krótkich zdań. 
Ja piszę w formie pierwszoosobowej, ale w imieniu Laurki. Niektóre wpisy są dość zabawne, niektóre mogą wydać się nudnawe (jednak dzień po dniu nie robimy spektakularnych rzeczy). Myślę sobie, że będzie to dobra pamiątka. Ja osobiście z chęcią bym teraz przeczytała sobie taki dziennik i dowiedziała się co porabiałam mając kilka miesięcy. Zobaczymy, czy Laurka uzna to za równie ciekawą pamiątkę. 

A Wy, jaki macie sposób, aby zatrzymać chwile? 

niedziela, 17 kwietnia 2016

Rodzinny dzień - dziecko w restauracji

Odnośnie ostatniego posta: byłam u chirurga, który nie znalazł przepukliny (powiedział, że mogę mieć skłonności, bo mięśnie słabe - mam ćwiczyć!), usg też nie wykazało przepukliny. Oczywiście jest to dobra wiadomość, pytanie co wyczuła pani doktor? Na razie jestem na takim etapie diagnozowania, co dalej, okaże się.

Nie chcę się skupiać na powyższym, dlatego szybko zmieniam temat.

Uwielbiam spędzać czas z moją rodziną. Mama, tata i dziecko. Najpiękniejsze chwile, które chcę na zawsze zapisać w swojej pamięci. Z tego też względu wszystko fotografuję. Moje dziecko ma 10,5 miesiąca, a na komputerze i w telefonie ma już jakieś MILION zdjęć. Uwielbiam robić zdjęcia, a szczególnie JEJ (chociaż nie zawsze jest to łatwe zadanie).

Wszystkie większe czy mniejsze uroczystości staramy się celebrować. Dzisiaj świętowaliśmy imieniny tatusia. Wybraliśmy się do restauracji nad morzem w Gdyni. To był pierwszy wypad z dzieckiem do restauracji. Laura ostatnio jest na etapie wrzeszczenia i piszczenia na cały regulator jak tylko coś jej się nie spodoba. Istniało więc prawdopodobieństwo, że w knajpie również pokaże na co ją stać - szczególnie jak nie dostanie szybko jedzenia!

Ostatnio trafiłam na artykuł (niestety nie podam źródła, bo nie zapisałam i nie pamiętam), gdzie autor pisał, że jeśli rodzic nie potrafi zapanować nad swoim biegającym i wrzeszczącym dzieckiem, powinien zostać z nim w domu bądź chodzić do miejsc przeznaczonych typowo dla dzieci, czy też rodzin z dziećmi. Komentarze pod artykułem były podzielone, ale większość przyznała rację autorowi. Tak więc mogę sobie tylko wyobrazić co ludzie o nas myślą, kiedy chcą odpocząć w restauracji, zrelaksować, a przy stoliku obok dziecko im się drze.
Może powinnam się tym przejąć, postresować? Nie, nie czuję takiej potrzeby. Jestem wolnym człowiekiem i będę chodziła z moim dzieckiem tam gdzie mi się podoba. Pilnując żeby jednak nie wchodziła obcym ludziom do talerzy.

Ostatecznie Laura bardzo dobrze się bawiła, była grzeczna. Krzyknęła może ze 3 razy, gdy ociągałam się z podaniem jej łyżeczki wypełnionej pysznym obiadem. Poza tym trafił mi się bardzo towarzyski egzemplarz. Córcia uwielbia wyjścia, kontakt z ludźmi. Nie wstydzi się, co mnie bardzo cieszy. 
Podsumowując dzień oceniam bardzo pozytywnie. Mimo słabej pogody (w kwietniu zawsze liczę na coś więcej), świetnie się bawiliśmy i najważniejsze, byliśmy RAZEM! 



piątek, 8 kwietnia 2016

Koleżanka przepuklina zawitała u mamy

Szczerze mówiąc byłam pewna, że od dźwigania mojego największego szczęścia dorobię się prędzej garba, wypadnie mi dysk czy też spotkają mnie jakieś inne dolegliwości związane z kręgosłupem. 
Nie spodziewałam się, że padnie jednak na ... przepuklinę! Przepuklina, serio? Mając 10-miesięczne dziecko? Jak ja mam teraz się zajmować moją córką, skoro nie mogę dźwigać, a mała nie umie jeszcze chodzić?

Trzeba wyjąć z łóżeczka i włożyć z powrotem kilka razy dziennie.
Przewinąć. 
Posadzić na fotelik do karmienia.
Posadzić do wózka.
Wózek wciągnąć po schodach, gdy chcemy iść na spacer (15 + 10 kg).
Znieść i wnieść po schodach w domu z milion razy dziennie.
Wykąpać. 
Przenieść śpiącą córkę do łóżeczka.

To są podstawowe codzienne czynności. Dodatkowo znajdzie się jakieś podnoszenie i pocieszanie po upadku lub po prostu gdy dzieciątko marudzi i chce do mamy. 

Na szczęście mam męża, który w całej sytuacji bardzo mi pomaga. Mieszkamy z teściową na którą też zawsze mogę liczyć. Zdarzają się jednak dni, gdy jesteśmy całkiem same i musimy sobie radzić. Nie ma że boli.. 

Jestem na początku drogi z moją kumpelą przepukliną. W poniedziałek dowiemy się co dalej będzie działo się z koleżanką. 

Nie wiem jak Wam, ale mi ciężko jest być od kogokolwiek aż tak zależną. Nie wiem jak to będzie po ewentualnej operacji, gdzie kompletnie nie będę mogła podnieść małej przez jakieś 3 miesiące (z tego co wyczytałam).




Oby do poniedziałku, bo czekanie jest najgorsze!