Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lipca 2016

Historia pewnego smoczka - MAM Air 6+ od firmy MAM Baby

Pierwszym atrybutem, z jakim kojarzy nam się niemowlak czy małe dziecko jest smoczek. Wydaje się być niezbędnym, wśród listy rzeczy jakie wpisujemy tworząc wyprawkę.


Jakież było moje zdziwienie, gdy moje dziecko od początku nie akceptowało smoczka. Gdy się zagłębiłam w temat, okazało się, że jest dużo takich przypadków. Dziwne, ale chciałam bardzo, żeby Laura polubiła się ze smoczkiem. Uznałam, że wtedy ułatwi jej to zasypianie i uspokajanie, bo w końcu do tego są stworzone. Wiem, że w momencie odzwyczajania jej od smoczka, będę żałowała powyższego.

W końcu, około 7. miesiąca życia Laurka pokochała smoczki. Ni z tego, ni z owego. Przypuszczam, że ma to ścisły związek z ząbkowaniem. Teraz, gdy widzi smoczek, wręcz się trzęsie i musi go mieć! Inaczej jest wielki krzyk.

Przy wyborze smoczka ważne dla mnie jest, by podczas użytkowania, skóra miała jak największy dostęp powietrza. Nauczyłam się tego na własnym błędzie. Jednen z pierwszych smoczków Laurki był bardzo dopasowany do buźki i sprawił jej lekkie odparzenie.

Wybierając produkty od firmy MAM Baby, natknęłam się na ciekawy smoczek - MAM Air 6+.





Jak zwykle piękna estetyka, kolory przecudne. Dodatkowo producent obiecuje wyjątkowy przepływ powietrza. Co właściwie widać na zdjęciach, plastiku jest zdecydowanie mniej, niż przy innych smoczkach. Nie posiada uchwytu, co dla niektórych może być plusem, dla niektórych minusem. Według mnie jest to coś innego, co przyciąga uwagę. My tak czy inaczej nie korzystamy z klipsa, więc nie stanowi to dla nas większej różnicy. Nasz wzór to MAM Air Różowa Mysz - skradł moje serce! W sklepie MAM Baby, macie sześć różnych wzorów do wyboru, które są równie piękne.

Dużym atutem tego produktu jest fakt, że został stworzony z jedwabistego silikonu, który jest wyjątkowo delikatny i miękki. W dotyku przypomina skórę. Myślę więc, że noworodkowi, który jest karmiony piersią łatwiej będzie taki smoczek zaakceptować. Laurka nie chciała smoczka, właśnie chyba z tego powodu, że było jej za sztucznie, w porównaniu do piersi.

Jest to smoczek ortodontyczny, który dopasowuje się do żuchwy. Został zaprojektowany przez dentystów dla zdrowego rozwoju jamy ustnej.

Córcia użytkowała ten smoczek przez 2 miesiące - po tym czasie producent zaleca wymienić smoczek na nowy. Smoczek MAM Air po tym czasie nie zmatowiał, jak w przypadku jego poprzedników.

Laurka od razu go zaakceptowała i chętnie z niego korzystała. Wzór przykuł jej uwagę, na początku bacznie go obserwowała (na żaden inny nie było takiej reakcji), jednak kilka minut wystarczyło, by stał się jej ulubieńcem.




Bardzo polecamy wypróbowanie tego smoczka. Zapewniam, że Twoje dziecko będzie wyróżniać się z tłumu, za sprawą bardzo ciekawego design'u.

Czeka nas teraz wybór nowego smoczka. Uwielbiam kupować takie rzeczy!

sobota, 25 czerwca 2016

Z dzieckiem podczas upałów - nasze sposoby

W końcu nadeJszły, tak bardzo wyczekiwane przez większość z nas, upały. Afryka, to mało. Ponoć jak ktoś urodził się latem to uwielbia skwar i jest wrogiem zimna. Nie wiem ile w tym prawdy, ale u mnie się to sprawdza w stu procentach. Zawsze uwielbiałam upały, mogłabym zamieszkać na Majorce, ale z dzieckiem bywają nieco upierdliwe. Gdy nie masz siły ręką ani nogą ruszyć, a musisz latać za małym brzdącem. 

Skoro my nie mamy siły przy takiej pogodzie, nie dziwota, że maluchy są marudne. My, jako rodzice, musimy stanąć na wysokości zadania i sprawić, by dziecko czuło się jak najbardziej komfortowo w taką pogodę. 



Mamy 4 podstawowe sposoby na przetrwanie upałów z maluchem:

1. Zabawa na świeżym powietrzu


Dzieciaki uwielbiają hasać po podwórku. Laurka aż podskakuje z radości, gdy widzi, że wychodzimy z chaty. A wracając marudzi, czasem nawet płacze. 

Spacery w trzydziestostopniowym upale to nie najlepszy pomysł. Rodzic spoci się po dziesięciu krokach, a maluch po minucie zacznie marudzić, że musi siedzieć w wózku i przyklejać się do jego oparcia. 

Proponuję, w miarę możliwości, wyłożenie się na kocu w ogrodzie, na balkonie, na plaży, przed blokiem, w parku czy gdziekolwiek na kawałku trawy. Najlepiej w zacienionym miejscu. 
Nie powinno się wychodzić z dziećmi pomiędzy godziną 11:00 a 15:00. My się tego tak bezwzględnie nie trzymamy, ale jeśli wychodzimy w tych godzinach, to pilnujemy, aby nasze dziecko znajdowało się w cieniu. 

Co można robić na zewnątrz, aby dziecko się nie nudziło?

W naszym przypadku sprawdzają się takie narzędzia jak: 

  • koc
  • basenik
  • konik na biegunach
  • huśtawka
  • wiaderko i łopatka + ewentualnie piaskownica
  • piłka
  • rowerek
  • wszystkie inne zabawki jakie przyjdą Wam do głowy
Nam powyższe zabawy starczają na jakiś czas. Wracamy do tych zabawek dwa razy w ciągu dnia, więc kilka godzin marudzenia mamy z głowy. 


2. Krem z filtrem + nakrycie głowy


Bez dwóch zdań, to jest MUST HAVE każdego dziecka i rodzica. Kremować należy dziecko co cztery godziny. U nas wybór padł na krem La Roche Posay Anthelios 50+ dla dzieci. Czapka, czy też chustka, to jest konieczność w przypadku maluszka. Ja zakładam małej zawsze, nawet gdy siedzimy w cieniu. 


3. Nawadnianie


Moje nie pijące wody, dziecko, przez ostatnie dwa dni pije jej bardzo dużo. A ja cieszę się z tego niezmiernie. Ja też zwykle niewiele piję wody, bo zwyczajnie o tym nie pamiętam. Podczas takich upałów pragnienie samo krzyczy o kubeł wody, najlepiej bardzo zimnej. 
O ile odczuwamy pragnienie jest dobrze. Niektórzy go nie odczuwają i myślą, że ich organizm nie potrzebuje wody. Takie myślenie nie jest zbyt rozważne. Jeśli nie lubicie czystej wody, zachęcam do zrobienia sobie lemoniady.
Także, drodzy rodzice, nawadniamy siebie i nasze pociechy. Bardzo łatwo o odwodnienie w taką pogodę.  


4. Drzemka pod pieluchą


Gorąco, duszno, parno, nie ma czym oddychać.. I weź tu człowieku chodź w ubraniach, śpij w piżamie, przykryty kołdrą. Słabo. Laurka czasem śmiga w samym pampersie, czasem w lekkich przewiewnych bluzkach. W ciągu dnia śpi przykryta pieluchą tetrową (wiem, że niektórzy rodzice korzystają z otulaczy muślinowych, których jeszcze nie odkryłam). Wieczorem też przykrywam ją pieluchą. W nocy sprawdzam czy nie jest jej zimno, w razie czego wymieniam pieluchę na cienki kocyk. 
A mój mąż śmieje się ze mnie, bo ja śpię pod kołdrą. No cóż, nie znalazłam jeszcze tak dużej pieluchy tetrowej.


To są nasze podstawowe sposoby radzenia sobie z upałem. Nie będę za bardzo narzekać, bo jednak wolę taką aurę, aniżeli zimową. Wiem, że ta pogoda nie będzie trwała wiecznie, więc cieszmy się nią i korzystajmy.


Jak Wy się czujecie? Dajecie radę w tym skwarze?

środa, 15 czerwca 2016

Gdy Twoje dziecko nie chce pić wody + recenzja kubka MAM Fun to drink cup od MAM BABY

Zostałyśmy obdarowane od firmy MAM Baby kubkiem niekapkiem MAM Fun to drink cup. Ucieszyłam się, że mogłam wybrać sobie taki produkt, ponieważ poprzedni niekapek kompletnie nam się nie sprawdził i Laura cały czas piła z butelki. A swoje lata już ma.. więc trzeba było się przestawić na kubek. Przyznam szczerze, że miałam też obawy, czy się przekona do takiego sposobu picia. Tak czy inaczej ten moment musiał nadejść.




Kubek jest przeznaczony dla dzieci powyżej 8. miesiąca życia. My na liczniku mamy już 12.
Ja go osobiście nazywam kubkiem niekapkiem i kapkiem. Bowiem jest możliwość ustawienia sobie tych dwóch funkcji. Po wyjęciu zaworu kubek MAM ma wolny przepływ.

Twardy ustnik jest pomocny przy przygotowaniu dziecka do picia z normalnego kubka.

Jak widać na zdjęciu poniżej kubek składa się z kilku części, dzięki czemu bardzo łatwo się go czyści. Dla mnie to ogromny plus, bo bałabym się, że w zakamarkach mogą zalegać jakieś resztki soku, z którym wiadomo co po czasie się dzieje. Strasznie niehigieniczne są kubki, które się nie rozkładają, albo robią to w niewielkim stopniu. Tutaj nie ma tego problemu, każda szczelinka jest widoczna gołym okiem.
Rozkładnie i składanie jest bardzo szybkie. Jest naprawdę prosty w użyciu.


Kubek Mam Fun to drink cup jest wyprofilowany tak, by swoim kształtem pasował do rączek dziecka. Laurce bardzo dobrze się go trzyma. Powiem więcej, dotąd Laura nie umiała pić z butelki sama, a z kubkiem nie raz jej się udało samodzielnie napić. Oczywiście musi jeszcze poćwiczyć, ale łatwiej jej się go przechyla niż poprzednie butelki. Ponadto lubi go po prostu trzymać, nawet jak akurat z niego nie pije. Nie raz uratował nas na spacerze, jak już przyszła pora na marudzenie. Dodatkowo przez ząbkowanie, ustnik spełnia idealnie rolę gryzaka. Jest trochę porysowany od ząbków fakt, ale czemu się tu dziwić? Moje ręce i nogi doskonale przekonały się jak ostre zęby ma moja córka.

Ooo, faktycznie nie kapie!



Na koniec omówienie designu, nad którym jak zwykle będę się rozpływać. Ten kolor maksymalnie mnie urzekł. Jest bardzo wyraźny i taki dziewczęcy. Do tego zielony ustnik pasuje idealnie według mnie. Dobór kolorów jest ciekawy, bo nie oczywisty, a pasuje jak ulał.

* Po więcej informacji na temat MAM Fun to drink cup odsyłam tutaj. Można tam znaleźć jeszcze inne wersje kolorystyczne.
* Wszystkie inne produkty firmy MAM Baby znajdziecie tutaj.

Koniec końców, jesteśmy bardzo zadowolone z naszego wyboru. Dobrze jest mieć taki przejściowy kubek. Chociaż wiem, że niektóre mamy przechodzą od razu na zwykły kubek, ale to nie na moje nerwy. Jakie są Wasze doświadczenia w tym temacie?

A może powiecie mi, czy Wasze dzieci lubią pić i co piją? Podstawą w diecie każdego człowieka, czyli dziecka również powinno być uzupełnianie wody w organizmie. My niestety od początku mieliśmy z tym problem.

Laura soczki pije aż jej się uszy trzęsą. Mogłaby całą butelkę pochłonąć na raz i prosi o więcej. Tak, podałam jej w końcu sok, bo w ciągu dnia prawie w ogóle nie piła, a jadła już sporo stałych pokarmów.
Jednak cały czas dążymy do tego, aby córcia polubiła czystą wodę.

Co robimy w tym kierunku?
Na początku rozcieńczałam sok Bobofrut z wodą, pół na pół. Cały czas była to dla mnie jakaś bomba cukrowa, mega słodkie są te soki. Zaczęłam dodawać coraz mniej, aż doszłam do momentu, że tylko zabarwiamy nim wodę. Też przechodzi, ważne, że ma jakiś smak.

Kolejny nasz sposób to woda jabłkowa. Babcia Laurki przygotowuje dla niej musy jabłkowe w słoiczkach. Zamykane na gorąco, więc mamy zapas - bardzo przydatne. Dwie łyżeczki takiego musu zalewam wrzątkiem, następnie przecedzam to przez sitko do butelki i dolewam jeszcze czystą wodę. Słodkie to absolutnie nie jest, a ma posmak jabłka. Laurka chętnie wypija taki napój.

Teraz gdy jest ciepło i mamy dużo różnych sezonowych owoców można pobawić się w przeróżne wody smakowe w zdrowym wydaniu. Nasz hit ostatnio to woda truskawkowa. Kilka truskawek rozkrajam na pół, wrzucam do naszego kubeczka Mam fun to drink cup, zalewam je wrzątkiem. Wtedy puszczają trochę więcej smaku. Dolewam do tego zimną wodę, ostatnio dodaję również świeżą miętę, przyniesioną z darów naszego ogrodu.


Można tak kombinować dosłownie ze wszystkimi owocami. Woda z cytryną czy pomarańczą też będzie w porządku, o ile podajecie już swoim pociechom cytrusy.

W związku z tym, że mamy tyle możliwości, wycofujemy się z soczków. Będziemy ich używać czasem do domowego kisielku.

Aktualnie jeszcze ciągle podaję Laurce czystą wodę w butelce. Co kilka minut jednego mini łyczka weźmie, więc to już jest nasz mały sukces. Już nie odwraca głowy na sam widok butelki z wodą.

Kompani zabaw!

piątek, 3 czerwca 2016

Spaghetti Bolognese po naszemu i nauka samodzielnego jedzenia w towarzystwie MAM Baby

Od tego dania rozpoczęliśmy naukę samodzielnego jedzenia i będziemy ją kontynuować (o ile nie zabraknie mi cierpliwości). Pomyślałam, że makaron z sosem to dobry pomysł. Jak spadnie z łyżeczki to łatwo będzie chapnąć ręką. Potem jednak przypomniałam sobie jak ciężko zmywalny jest pomidor z ubrań, ale było już za późno. W każdym razie pod względem konsystencji obiad zdecydowanie się sprawdził. Na koniec poznacie nasz przepis.


Teraz chciałabym się skupić na przyborach, które się u nas sprawdziły podczas obiadu. Miałyśmy przyjemność przetestować kilka produktów z firmy MAM Baby. Ucieszyłam się, że właśnie tej firmy produkty mogę dla Was testować, ponieważ MAM Baby nie jest mi obce. Już wcześniej mieliśmy kilka rzeczy od nich i uwielbiam ten design i kolorystykę. Jestem wzrokowcem i bardzo lubię ładne i nietuzinkowe rzeczy. Jedną z nich jest miseczka i talerz MAM Bowl & Plate. 




Kolor po prostu nieziemski, piękny róż. Jest wyraźny i może wydawać się, że daje po gałach, ale nic bardziej mylnego. Poprzez swoją matową strukturę wygląda bardzo stylowo. 

W zestawie jest miseczka i podstawka pod miseczkę, która w następnym etapie staje się po prostu talerzem. Miseczkę wkłada się w taki sposób w podstawkę, że dziecko nie jest raczej w stanie sobie tego zdemontować, a już na pewno nie mój roczniaczek. Dzięki temu, że podawana jest dziecku z podstawką ma on mniejszą szansę na wywalenie wszystkiego na podłogę. Dodatkowo też mamy antypoślizgowy spód, dzięki któremu talerzyk ani drgnie, kiedy chcemy go przesunąć. Noo.. chyba że dziecko wpadnie na pomysł, żeby podnieść wszystko razem. Jednak, żeby tego uniknąć trzeba by było chyba przykleić wszystko na super glue. Antypoślizgowy spód mamy dzięki gumie, a jak wiadomo ona się przebarwia (u nas wszystkie smoczki od butelek są jakieś żółte czy pomarańczowe od soków), w naszym wypadku został niewielki ślad po sosie pomidorowym na spodzie. Tak czy inaczej pod spód nam nikt nie zagląda, a nie zaburza to w żadnym wypadku funkcjonalności.

Miseczka jest niewielkich rozmiarów, na apetyt dziecka akurat. Jest tak skonstruowana, żeby dziecku lepiej nakładało się jedzenie na łyżeczkę. To naprawdę działa. Mimo, że u nas to była pierwsza próba samodzielnego jedzenia to nie raz trafiło ono do buzi, a nie pod nogi mamy. Problemem tutaj było zsuwające się jedzenie z łyżeczki, więc więcej jedzenia było naokoło talerzyka aniżeli w brzuchu malucha. Oczywiście mamine sumienie nie pozwoliło zostawić mi dziecka głodnego, więc na koniec pomogłam jej się nakarmić, zresztą ona biedna zmęczona już chyba tymi próbami, sama oddawała mi łyżeczkę patrząc na mnie proszącymi oczami. 

Mojej córce zdecydowanie przypadła do gustu nowa zastawa, szczególnie z tego powodu, że w końcu matka zdecydowała się na samowolkę. Można było się bezkarnie brudzić i dzielić makaronem z krzesłem i podłogą. Ku mojemu zaskoczeniu nie było dużego bałaganu, raz dwa się z tym uwinęłam, więc na pewno nie zakończymy prób i mam nadzieję, że kolejne doprowadzą nas do sukcesu, który pozwoli nam zjeść wspólny posiłek w tym samym czasie. 

Ten produkt to u nas zdecydowanie HIT. Minimalistyczny wygląd miseczki oczarował mnie totalnie i przepadłam. Nie lubię jak dziecko ma zbyt pstrokate rzeczy, ale nie przepadam też za szarymi czy czarno - białymi. Uważam, że dziecko powinno mieć wokół siebie trochę kolorów. Miseczki MAM są dla nas właśnie tym złotym środkiem. 

Produkty MAM Baby możecie zamówić w sklepie internetowym, do którego odsyłam Was poniżej. Można również dostać je w niektórych aptekach, u mnie w Gdyni np. w DOZ i sklepach dziecięcych. 

*Po więcej informacji na temat MAM Bowl & Plate odsyłam tutaj. Tam znajdziecie również inne opcje kolorystyczne. 







Przepis na Spaghetti Bolognese według nas

Składniki:
zmielona pierś z indyka
makaron (u nas akurat drobny makaron Hipp Bio Stelline) 
pomidor malinowy
trochę przypraw (u nas zioła prowansalskie, szczypta soli i cukru)

Przygotowanie:
Rozgrzewamy patelnię z odrobiną oleju rzepakowego. Wrzucamy mielone, ja nie doprawiałam mięsa. Lekko podsmażamy, następnie wlewamy wodę, tak by przykryć dno. Dusimy do miękkości. 
W międzyczasie ściągamy z pomidora skórę i blendujemy na gładki sos. Wlewamy pomidora na patelnie, przyprawiamy i dusimy to wszystko, aż woda wyparuje i sos się trochę zredukuje. 
Pod koniec gotowania dodałam kilka ziarenek cukru, żeby przełamać smak. Kiedyś zrobiłam małej sos pomidorowy, który był strasznie kwaśny i nie dało się go jeść. Chociaż z pewnością zależy to też od pomidora. Mój sos był super czerwony, wyglądał jakby był robiony z przecieru. 

Smacznego!

piątek, 27 maja 2016

Kochana córeczko! - list z okazji pierwszych urodzin

Pierwsze urodziny to wielkie wydarzenie. Szczególnie dla rodziców, bo dziecko przecież i tak nie za bardzo kuma co się wokół niego dzieje. Nie wierzę, że minął rok odkąd urodziłam moją córeczkę. Zdaje mi się ciągle, jakby to było wczoraj!

Wczoraj odbyła się wielka impreza w stylu Myszki Minnie. Post miał się pojawić właściwie wczoraj, ale przez zamieszanie i zdecydowany brak czasu związany z przygotowaniami skutecznie mi to utrudnił. Teraz odpoczywamy po wielkich emocjach a Was zostawiam ze zdjęciami naszej córci, które robiliśmy miesiąc po miesiącu i z listem do Laury.














Stylizacje: MAMA
Kartki: TATA

Kochana córeczko!

Dokładnie rok temu przyszłaś na świat. Postanowiłaś zrobić mi najpiękniejszy prezent w dniu mojego święta. Wtedy po raz pierwszy mogłam obchodzić prawdziwy Dzień Matki. Prawdziwa piękna, cudowna Laurka.
Rośniesz piękna, zdrowa, silna, swoim urokiem czarujesz wszystkich wokoło. Nasze serca bardzo się radują patrząc jak poznajesz świat, uśmiechasz się i obdarowujesz nas buziakami.
Z okazji urodzin życzymy Ci z Tatą, abyś przez całe życie przeszła z uśmiechem na twarzy. Spełniaj swoje marzenia i ciesz się życiem. Jesteśmy pewni, że wyrośniesz na piękną i mądrą dziewczynę. Kochamy Cię z całego serca.

Twoi Rodzice

czwartek, 21 kwietnia 2016

Jak zatrzymać w pamięci najpiękniejsze chwile

Wielkimi krokami zbliżamy się do urodzin naszej córeczki. Prawie rok minął od jej narodzin. Niesamowite! Czas nam tak szybko zleciał. Chcielibyśmy zatrzymać w pamięci każdą minutę z życia naszego dziecka, aby zachować je na pamiątkę. Wiadomo jednak, że pamięć ma ograniczoną pojemność, a nasze życie jest długie. Należy więc, zrobić coś, aby w inny sposób zachować najwspanialsze momenty i do nich wracać. 
Ten post jest dedykowany takim sentymentalnym rodzicom jakimi jesteśmy my. 

Mamy kilka sposobów, pomagających zatrzymać piękne chwile w pamięci.


1. ZDJĘCIA




W dzisiejszych czasach to nie problem cyknąć fotkę. Mamy telefony z aparatem, które zawsze są pod ręką. Założę się, że tak jak i ja macie mnóstwo zdjęć swoich pociech. 
Kiedyś, jak ja byłam mała, nie było takich możliwości. Był aparat, klisza, z określoną ilością zdjęć i brak podglądu. Jednak trochę albumów z dzieciństwa się nazbierało. Niektóre rozmazane, źle wykadrowane, ale każde niesie ze sobą swoją historię i to jest piękne. 
Uwielbiam oglądać swoje zdjęcia, właśnie w takiej formie. Chcę, żeby moje dziecko również miało taką możliwość. Mamy więc albumy i co jakiś czas wywołujemy najpiękniejsze zdjęcia.


2. ALBUM MOJEGO DZIECKA



Super sprawa. W naszym wydaniu jest mnóstwo ciekawych rubryk do wypełnienia. 

  • Ulubione zabawy, powody płaczu i śmiechu.
  • Jak spędzam dzień mając 3, 6, 12 miesięcy.
  • Wizyty u lekarza.
  • Schemat kiedy wyszły mi ząbki.
  • Drzewo genealogiczne, z miejscami na zdjęcia.
  • Co było na topie, gdy się urodziłam (książki, muzyka), jakie były ceny w sklepach.
  • Wzrost i waga w określonym miesiącu.
  • Moja pierwsza uroczystość.
  • Moje pierwsze urodziny.
  • Pierwsze wakacje. 
  • Kiedy zrobiłam coś pierwszy raz.
  • Miejsce na odcisk dłoni i stopy.
  • Kopertka do włożenia kosmyka włosów.
  • Wyznaczone miejsca na wklejenie zdjęć. 

Pewnie jeszcze wiele innych rzeczy, które pominęłam. Uwielbiam uzupełniać ten album!


3. PIERWSZY ROCZEK




Ten dziennik dostałam w prezencie. Od razu, gdy go zobaczyłam, wiedziałam, że będę zapisywać codziennie wydarzenia związane z moją córeczką. 
Jest to wydane w formie kalendarza z miejscem do notatek. Każdego dnia można napisać kilka krótkich zdań. 
Ja piszę w formie pierwszoosobowej, ale w imieniu Laurki. Niektóre wpisy są dość zabawne, niektóre mogą wydać się nudnawe (jednak dzień po dniu nie robimy spektakularnych rzeczy). Myślę sobie, że będzie to dobra pamiątka. Ja osobiście z chęcią bym teraz przeczytała sobie taki dziennik i dowiedziała się co porabiałam mając kilka miesięcy. Zobaczymy, czy Laurka uzna to za równie ciekawą pamiątkę. 

A Wy, jaki macie sposób, aby zatrzymać chwile? 

niedziela, 17 kwietnia 2016

Rodzinny dzień - dziecko w restauracji

Odnośnie ostatniego posta: byłam u chirurga, który nie znalazł przepukliny (powiedział, że mogę mieć skłonności, bo mięśnie słabe - mam ćwiczyć!), usg też nie wykazało przepukliny. Oczywiście jest to dobra wiadomość, pytanie co wyczuła pani doktor? Na razie jestem na takim etapie diagnozowania, co dalej, okaże się.

Nie chcę się skupiać na powyższym, dlatego szybko zmieniam temat.

Uwielbiam spędzać czas z moją rodziną. Mama, tata i dziecko. Najpiękniejsze chwile, które chcę na zawsze zapisać w swojej pamięci. Z tego też względu wszystko fotografuję. Moje dziecko ma 10,5 miesiąca, a na komputerze i w telefonie ma już jakieś MILION zdjęć. Uwielbiam robić zdjęcia, a szczególnie JEJ (chociaż nie zawsze jest to łatwe zadanie).

Wszystkie większe czy mniejsze uroczystości staramy się celebrować. Dzisiaj świętowaliśmy imieniny tatusia. Wybraliśmy się do restauracji nad morzem w Gdyni. To był pierwszy wypad z dzieckiem do restauracji. Laura ostatnio jest na etapie wrzeszczenia i piszczenia na cały regulator jak tylko coś jej się nie spodoba. Istniało więc prawdopodobieństwo, że w knajpie również pokaże na co ją stać - szczególnie jak nie dostanie szybko jedzenia!

Ostatnio trafiłam na artykuł (niestety nie podam źródła, bo nie zapisałam i nie pamiętam), gdzie autor pisał, że jeśli rodzic nie potrafi zapanować nad swoim biegającym i wrzeszczącym dzieckiem, powinien zostać z nim w domu bądź chodzić do miejsc przeznaczonych typowo dla dzieci, czy też rodzin z dziećmi. Komentarze pod artykułem były podzielone, ale większość przyznała rację autorowi. Tak więc mogę sobie tylko wyobrazić co ludzie o nas myślą, kiedy chcą odpocząć w restauracji, zrelaksować, a przy stoliku obok dziecko im się drze.
Może powinnam się tym przejąć, postresować? Nie, nie czuję takiej potrzeby. Jestem wolnym człowiekiem i będę chodziła z moim dzieckiem tam gdzie mi się podoba. Pilnując żeby jednak nie wchodziła obcym ludziom do talerzy.

Ostatecznie Laura bardzo dobrze się bawiła, była grzeczna. Krzyknęła może ze 3 razy, gdy ociągałam się z podaniem jej łyżeczki wypełnionej pysznym obiadem. Poza tym trafił mi się bardzo towarzyski egzemplarz. Córcia uwielbia wyjścia, kontakt z ludźmi. Nie wstydzi się, co mnie bardzo cieszy. 
Podsumowując dzień oceniam bardzo pozytywnie. Mimo słabej pogody (w kwietniu zawsze liczę na coś więcej), świetnie się bawiliśmy i najważniejsze, byliśmy RAZEM!